Jerzy Andrzej Pyzik
Panorama Oleśnicka nr 5 czerwiec 1995 r.

Arcyzbrodniarz połamany kołem


19 lutego 1654 roku w Oleśnicy miało miejsce ekscytujące mieszkańców okrutne widowisko. Skutecznie rozproszyło ono monotonię codzienności. Ponadto jako o sensacji długo jeszcze o nim mówiono.

Widowisko to rozpoczęło się przed ratuszem. Czołowym jego bohaterem był umieszczony na wozie mężczyzna. Następnym uczestnikiem był kat, który swój występ rozpoczął od oderwania mężczyźnie z wozu wszystkich palców u rąk. Ż kolei na każdym z czterech rogów rynku rozdzierano jego piersi i ramiona rozżarzonymi kleszczami. "Ceremoniał" ten był starannie zaplanowany i dokładnie realizowany. Na pierwszym rogu rynku zdarto skazańcowi skórę z lewego ramienia, na drugim - z lewej piersi, na trzecim - z prawego ramienia i wreszcie na czwartym rogu - z prawej piersi. Następnie zdjęto skazańca z wozu i na wołowej skórze zawleczono na znajdujące się poza miastem pastwisko - miejsce ostatecznej kaźni. Odbyła się ona w obecności mnóstwa widzów, podobno w liczbie kilku tysięcy. Na specjalnie w tym celu wzniesionym pomoście odbyło się łamanie ofiary kołem. Niektóre źródła podają, że żywcem wycięto jej serce. Na koniec ciało skazańca zostało poćwiartowane, a później dla przestrogi rozwieszone przy czterech drogach poza miastem. Przy szczątkach umieszczono stosowne tabliczki miedziane, zawierające wykaz okrutnych zbrodni, których dopuścił się skazaniec.

Podobno zbrodniarz ten - tak podczas przesłuchań, jak i w czasie egzekucji -pomimo zadawanego bólu nie wydał najmniejszego jęku. Zbrodniarzem był Melchior Hedloff pochodzący ze wsi Kuźnica Kącka pod Międzyborzem. Miał on 48 lat. Niegdyś był cesarskim żołnierzem i przez wiele lat brał udział w wojnie trzydziestoletniej. Wówczas to zapewne przywykł do bewzględnego traktowania ludzi, którzy stanęli na jego drodze. Po zerwaniu z wojaczką powrócił w ojczyste strony i zajął się kłusownictwem. Z czasem jego profesją stało się rabowanie i mordowanie przede wszystkim podróżnych. Niebawem dobrał sobie trzech pomocników. Rejonem ich działania były - wielkie i niedostępne w owym czasie - lasy międzyborskie. Najwięcej zbrodni popełnił w okolicy takich miejscowości jak Chojnik, Pawełki, Niwki, Kuźnica Czeszycka i Surmin.

"Strzelec Melcher", jak powszechnie nazywano Melchiora Hedloffa, jako narzędziem mordu posługiwał się dwoma muszkietami i turecką szablą. Jeden z tych muszkietów stał się dowodem popełnionych przez niego zbrodni, ponieważ Hedloff robił na nim odpowiednie nacięcia. Były one zróżnicowane w zależności od płci, profesji, przynależności społecznej oraz narodowości ofiary. Broń tę, jako niezwykły eksponat, przez wiele lat przechowywano w bibliotece książęcej znajdującej się w zamku w Oleśnicy.

W śledztwie polegającym przede wszystkim na zachęceniu do zeznań za pomocą okrutnych tortur ustalono, że ten potworny zbrodniarz miał na sumieniu zamordowanie co najmniej 251 ludzi. Wśród nich miało być stu Polaków, sześciu Żydów, dziesięć kobiet. Jedną z ofiar - ciężarną kobietę - morderca po uśmierceniu rozciął, aby wydobyć z niej płód, którego serduszko żywcem pożarł. Był to rodzaj rytualnego kanibalizmu, który miał Hedloffowi zapewnić nadzwyczajne umiejętności.

Jak naprawdę było i czy liczba tych ofiar była rzeczywiście tak wielka, nie sposób odpowiedzieć. Można sądzić, że torturowani prawdopodobnie przyznawali się też do nie popełnionych przestępstw, aby jedne męczarnie skrócić, a drugim zapobiec. Podobnie mogło być i w tym przypadku. Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że Melchior Hedloff był okrutnym, wielokrotnym mordercą.

Przyczyną, dla której "strzelca Melchiora" osądzono i stracono w okrutny sposób w Oleśnicy, była ówczesna przynależność - będącego enklawą - dystryktu międzyborskiego do księstwa oleśnickiego. Jego władca, książę Sylwiusz Nimrod z dynastii wirtemberskiej, usiłował zapewnić bezpieczeństwo i porządek w swoim księstwie. Zorganizowana przez księcia w lasach międzyborskich obława na Melchiora Hedloffa i jego kompanów zakończyła się fiaskiem. Złoczyńcy doskonale znali tamtejsze lasy, a ponieważ byli niewielką grupą, mogli przepaść bez śladu, zaszyci w niedostępnych, bagnistych i gęsto zarośniętych ostępach.

Ostatecznie Hedloffa ujęto 2 listopada 1653 roku we wsi Łąki pod Sułowem, czyli poza księstwem oleśnickim. Wcześniej, we wrześniu tego roku, ujęto jego żonę Annę. Wkrótce dobrowolnie dołączyła do matki córka, również Anna. Poddane torturom ujawniły wiele popełnionych przez Hedloffa i jego kompanów zbrodni. Między innymi Melchior Hedloff zażądał, aby kobiety dostarczyły mu do zjedzenia serduszko niedawno urodzonej przez córkę wnuczki. Ostatecznie żona dała mu w Kątach wieczorem w dzień Bożego Narodzenia 1652 roku jakieś małe serduszko! Nie wiadomo, jakiego ono było pochodzenia.
Anna Hedloff nie przeżyta okrutnych badań. Jej córka i dwaj bracia Melchiora - Maciej i Jerzy zostali połamani kołem 23 lutego 1653 roku. Znali bowiem wyczyny brata i przyjmowali od niego zrabowane ofiarom rzeczy.
Jerzy Andrzej Pyzik

Zobacz również - http://www.gross-wartenberg.de/sukgw/s306.html